wtorek, 26 września 2017

Uciekający Pan Młody - Rozdział 3

                     3.Jake




Teoretycznie powinienem był pouczyć się do zapowiedzianej kartkówki, ale jakoś nie mogłem się do tego zebrać. Niezbyt interesowała mnie planimetria, a już tym bardziej to jak znajomość sinusów pomoże mi w obliczeniu pola figury.
Czy ktokolwiek poza nauczycielami (a i tego nie jestem pewien) to rozumie?
Poza tym jeżeli stoisz między wyborem imprezy i hektolitrów wódki a matmą, to odpowiedź jest oczywista.
W ten oto sposób znalazłem się w starym magazynie na przedmieściach, gdzie śmierdziało alkoholem i moczem. Ktoś skombinował głośniki i puścił jakiś techno łomot, który niemal trząsł wszystkim dookoła.
-Jake! – Katie zarzuciła mi ramiona na szyję i roześmiała. Musiała już być pod wpływem czegoś mocniejszego, bo jej źrenice były ogromne.
-Cześć, Myszko – odparłem, a raczej odwrzasnąłem. Objąłem ją mocno. – Jak tam?
-Masz ochotę na skręta?
-Mam ochotę na wódkę!
Fanem alkoholu byłem ogromnym, a papierosy paliłem jak smok, ale u diabła – narkotyków nie tknę, nawet jeśli to marihuana. Resztki mojego rozumku mi na tonie pozwalały.
-Ooookej… – Odwróciła się do kogoś obok nas i wtulając się w niego zaszczebiotała: – Mój najlepsiejszy przyjaciel chce podjebać ci piciu. – Zabrała mu butelkę z przezroczystym napojem bogów i podała mi. Bez  większych oporów upiłem kilka łyków.
-A jak było u panny Smith? – spytała.
-Zajebiście!
-A jaki jest jej facet?
-Oddałbym lewe jajo, żeby go przelecieć – stwierdziłem. Rzeczywiście tak było. Chociaż Gabriel raczej nie był w moim guście, bo wolałem brunetów i to krótko ostrzyżonych, a on miał długie, jasne włosy, to rozpuszczałem się na jego widok. Ilość moich erotycznych fantazji podczas obiadu mogłaby być scenariuszem gejowskich porno przez najbliższych dziesięć lat.
-Aż taki dobry?
Pokręciłem głową.
-Ma boską twarz, ale już wszedł w wiek lat trzydziestych, co oznacza mniej zadbane ciało. Ma lekki brzuszek i niezgrabny tyłek, ale nadrabia to słodkimi rumieńcami.
-Nie każdy gość po trzydziestce ma brzuszek.
-Racja. Poza tym nie winię go. Anne gotuje tak bosko, że gdybym miał okazję jeść jej potrawy codziennie to wyglądałbym teraz jak zapaśnik sumo.
Katie roześmiała się, ale z drugiej stronie po blancie śmiała się cały czas. Nietrudno było ją wprowadzić w taki stan. Wystarczyło jej nawet placebo.
Upiłem kolejny łyk wódki, co zapiekło mnie w przełyk.
-Czyli Gabriel Nazwisko Nieznane to dobra dupa, tak?
-Gabriel Dawson, zajebista dupa mimo, że podstarzała – skwitowałem i znów się napiłem. – Dlaczego my w ogóle o tym gadamy?
-Powinniśmy się urżnąć! – zawołała Katie i znów się roześmiała.
-Nie, nie, nie… Jutro mam szkołę – oznajmiłem. – Obiecałem Anne, że tego roku nie zawalę. Posiedzę tylko godzinkę i się zwijam.
Katie nie oponowała. Wiedziała, że byłem wdzięczny Anne za to jak mi pomagała i broniła przed homofobię rozprzestrzenioną w mojej szkole. Niestety tak niefortunnie trafiłem, że przez liczne gnębienie w ogóle się tam nie zjawiałem. Dopiero Anne postawiła mnie jakoś do pionu. Pomogła mi nadrobić zaległości w szkole i w pierwszej klasie liceum załatwiła nauczanie indywidualne, dzięki czemu mogłem nadrobić trzy poprzednie lata. Dopiero teraz w klasie maturalnej musiałem wrócić do szkoły i gnębienie znów się zaczęło, ale nie było aż tak źle. Czasem tylko ktoś rzucił we mnie papierkiem lub nazwał ciotą. Nic nie przeszkadzało mi się w skupieniu na nauce poza lenistwem i zakorzenioną nienawiścią do ludzi w szkole, ale z tym ostatnim obiecałem sobie poradzić.
Dlatego też przetańczyłem godzinkę, wypiłem pół litra wódki i oznajmiłem grzecznie, że wracam do domu, bo jutro mam mieć test z matmy. Parę osób się ze mnie ponabijało – w końcu, kto za priorytet obierze sobie pola figur geometrycznych zamiast kolejne pół litra.
Decyzja jednak została podjęta i jako uparty licealista ruszyłem do domu. Nawet obrałem sobie skrót do domu – mało uczęszczany – i miałem zamiar zdać to wszystko chociaż na dwóję. Niestety taka a nie inna droga okazała się okropną możliwością, bo natrafiłem na najgorszych homofobów jacy kręcili się w mieście. Niefortunnie chodzili do mojej szkoły – ba! Ich rodzice byli na tyle bogaci, że mogli sobie pozwolić na bycie takimi skurwielami. Potrafili stłuc człowieka kijem od golfa wartym więcej niż moje mieszkanie – co mi się zdarzyło i mimo interwencji Anne wyszli za kaucją.

Tym razem może nie mieli kijów, ale za to posiadali przewagę liczebną. Jak tylko zobaczyłem ich mordy, wiedziałem, że dobrze się to nie skończy.