sobota, 20 maja 2017

Uciekający Pan Młody - Rozdział 2

    2. Gabriel





Gdy rozniosło się pukanie do drzwi, Anne wychyliła się z kuchni i posłała mi jeden ze swoich rozbrajających uśmiechów.
-Otworzysz? To pewnie Jake.
Zerknąłem na Luke’a, które wyszczerzył zęby w uśmiechu i szepnął:
-Pantofel.
-Goń się – odparłem i podniosłem się z krzesła. Podszedłem do drzwi i otworzyłem je. Szczerze mówiąc musiałem powstrzymać się od parsknięcia śmiechem, gdy ujrzałem słynnego Jake’a. Chłopak okazał się być dzieciakiem w fazie buntu, a do tego wyglądał jakby miał się udusić.
-Cześć – rzuciłem. – Jake, tak?
Otworzył usta – trochę jak ryba wyrzucona na brzeg i przez dobrą minutę próbował coś z siebie wydusić. Gdy w końcu się poddał, skinął tylko głową.
-Świetnie – stwierdziłem i odsunąłem się, wpuszczając go do środka. Chłopak otarł pot z twarz i szybko przemknął obok mnie z wypiekami na policzkach. Zaraz potem wpadł do kuchni – przynajmniej tak uważałem, poi jego radosnym okrzyku.
-Anne!
-Cześć, Jake – rzuciła moja narzeczona.
-Zwracam ci honor, on w ogólnie przypomina psychopaty, ale mógłby skoczyć na siłownie. Ma strasznie niezgrabny tyłek.
Luke siedzący w salonie parsknął głośnym śmiech, a ja mimowolnie przystanąłem, żeby zastanowić się, czy coś jest nie tak z moimi pośladkami. Może rzeczywiście powinienem skoczyć na siłownie? Dawno mnie tam nie było.
-Daj spokój, Jake – odparła Anne, również przez śmiech. Przez tego dzieciaka miałem ochotę zwiać z własnego mieszkania.
-No co poradzę, że jestem fetyszystą męskich pośladków – westchnął Jake. Czemu u diaska on tak głośno gadał?
Luke znów parsknął śmiechem, a ja zastanawiałem się, czy seppuku byłoby dobrym rozwiązaniem na poniesioną tamtego dnia klęskę.
-A ty co się cieszysz, przystojniaczku? – zagruchał Jake. – Wiesz, mam słabość do ciemnych karnacji? Co powiesz na kawę?
Luke pobladł, a uśmiech kompletnie mu zrzedł.
-Yyy… Ja nie jestem gejem – wymamrotał Luke.
-Zdaje ci się. – Jake wyszedł z kuchni, przez co miałem dobry widok na niego i mojego kumpla w salonie. Chłopak położył Luke’owi dłoń na ramieniu z poważną miną. – Geja wywęszę na kilometr, mój drogi. Pewnie za jakiś czas weźmiesz ślub, będziesz mieć dzieci, a potem zrozumiesz, że to nie to i przypomni ci się dzień, gdy mogłeś iść ze mną na kawę.
-Eee…
Tym razem to ja parsknąłem śmiechem, porzucając wszelkie myśli o honorowym samobójstwie. Najwidoczniej Jake był tym typem człowieka, który naśmiewał się ze wszystkich. A już myślałem, że tylko ja nie przypadłem mu do gustu.
-Hej, panie doktorku, czemu się tam ukrywasz? – zapytał dzieciak. – Nie bój się, gejostwem nie da się zarazić.
-Tak, wiem – odparłem i wróciłem do salonu. Opadłem na krzesło obok Luke’a. – Swoją drogą miło cię poznać, Jake.
-Ano… Anne, twój facet jest uroczy!
-Tak, wiem! – odkrzyknęła. – Jake, chodź tu, pomóż mi z obiadem.
Dzieciak w podskokach wrócił do kuchni, a zaraz potem Luke pociągnął mnie za ramię.
-Ej, stary, ja serio przypominam geja? – szepnął.
-Nie wiem, czy ja ci wyglądam na eksperta? To Jake się na tym zna.
-Cholera…
Wywróciłem jedynie oczami, a Luke nie drążył dalej tematu – głównie przez to, że Jake dumnie wszedł do salonu, niosąc kaczkę w pomarańczach. Postawił ją na środku stołu, a potem równie dumny wrócił po resztę obiadu – czyli sałatkę i ziemniaki. Anne doniosła jeszcze kawę dla Luke’a i mnie i herbatę dla niej i dzieciaka.
-No to smacznego – powiedziała moja narzeczona i usiadła obok mnie. – Chyba potraficie się obsłużyć, co chłopcy?
-A jak nie, to ja wszystko zjem – oznajmił Jake, porywając półmisek z ziemniakami. Szczerze to nie wiem, jak ten chłopak to zrobił, ale przez cały posiłek, zjadł więcej niż ja, Anne i Luke razem wzięci.
-Czy twój żołądek ma jakieś ograniczenia? – spytałem.
-Tak, ograniczenia i niesamowity metabolizm. Poza tym to jest pyszne.
-Uprzedzę twoje kolejne pytania, kochanie, Jake jedzenie traktuje jako hobby – wyjaśniła Anne.

-Jedzenie i fotografię – sprostował dzieciak. Zaraz potem zerknął na zegar i zrobił przejętą minę. – Muszę już lecieć. Pewien słodki nauczyciel zaplanował klasówkę z matmy na jutro. – Wstał z krzesła, dał buziaka Anne i tyle go widziałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz