2. Gabriel
Gdy rozniosło się pukanie do drzwi, Anne
wychyliła się z kuchni i posłała mi jeden ze swoich rozbrajających uśmiechów.
-Otworzysz? To pewnie Jake.
Zerknąłem na Luke’a, które wyszczerzył
zęby w uśmiechu i szepnął:
-Pantofel.
-Goń się – odparłem i podniosłem się z
krzesła. Podszedłem do drzwi i otworzyłem je. Szczerze mówiąc musiałem
powstrzymać się od parsknięcia śmiechem, gdy ujrzałem słynnego Jake’a. Chłopak
okazał się być dzieciakiem w fazie buntu, a do tego wyglądał jakby miał się
udusić.
-Cześć – rzuciłem. – Jake, tak?
Otworzył usta – trochę jak ryba wyrzucona
na brzeg i przez dobrą minutę próbował coś z siebie wydusić. Gdy w końcu się
poddał, skinął tylko głową.
-Świetnie – stwierdziłem i odsunąłem się,
wpuszczając go do środka. Chłopak otarł pot z twarz i szybko przemknął obok
mnie z wypiekami na policzkach. Zaraz potem wpadł do kuchni – przynajmniej tak
uważałem, poi jego radosnym okrzyku.
-Anne!
-Cześć, Jake – rzuciła moja narzeczona.
-Zwracam ci honor, on w ogólnie przypomina
psychopaty, ale mógłby skoczyć na siłownie. Ma strasznie niezgrabny tyłek.
Luke siedzący w salonie parsknął głośnym
śmiech, a ja mimowolnie przystanąłem, żeby zastanowić się, czy coś jest nie tak
z moimi pośladkami. Może rzeczywiście powinienem skoczyć na siłownie? Dawno
mnie tam nie było.
-Daj spokój, Jake – odparła Anne, również
przez śmiech. Przez tego dzieciaka miałem ochotę zwiać z własnego mieszkania.
-No co poradzę, że jestem fetyszystą
męskich pośladków – westchnął Jake. Czemu u diaska on tak głośno gadał?
Luke znów parsknął śmiechem, a ja zastanawiałem
się, czy seppuku byłoby dobrym rozwiązaniem na poniesioną tamtego dnia klęskę.
-A ty co się cieszysz, przystojniaczku? –
zagruchał Jake. – Wiesz, mam słabość do ciemnych karnacji? Co powiesz na kawę?
Luke pobladł, a uśmiech kompletnie mu
zrzedł.
-Yyy… Ja nie jestem gejem – wymamrotał Luke.
-Zdaje ci się. – Jake wyszedł z kuchni,
przez co miałem dobry widok na niego i mojego kumpla w salonie. Chłopak położył
Luke’owi dłoń na ramieniu z poważną miną. – Geja wywęszę na kilometr, mój
drogi. Pewnie za jakiś czas weźmiesz ślub, będziesz mieć dzieci, a potem
zrozumiesz, że to nie to i przypomni ci się dzień, gdy mogłeś iść ze mną na
kawę.
-Eee…
Tym razem to ja parsknąłem śmiechem, porzucając
wszelkie myśli o honorowym samobójstwie. Najwidoczniej Jake był tym typem
człowieka, który naśmiewał się ze wszystkich. A już myślałem, że tylko ja nie
przypadłem mu do gustu.
-Hej, panie doktorku, czemu się tam
ukrywasz? – zapytał dzieciak. – Nie bój się, gejostwem nie da się zarazić.
-Tak, wiem – odparłem i wróciłem do
salonu. Opadłem na krzesło obok Luke’a. – Swoją drogą miło cię poznać, Jake.
-Ano… Anne, twój facet jest uroczy!
-Tak, wiem! – odkrzyknęła. – Jake, chodź
tu, pomóż mi z obiadem.
Dzieciak w podskokach wrócił do kuchni, a
zaraz potem Luke pociągnął mnie za ramię.
-Ej, stary, ja serio przypominam geja? –
szepnął.
-Nie wiem, czy ja ci wyglądam na eksperta?
To Jake się na tym zna.
-Cholera…
Wywróciłem jedynie oczami, a Luke nie
drążył dalej tematu – głównie przez to, że Jake dumnie wszedł do salonu, niosąc
kaczkę w pomarańczach. Postawił ją na środku stołu, a potem równie dumny wrócił
po resztę obiadu – czyli sałatkę i ziemniaki. Anne doniosła jeszcze kawę dla
Luke’a i mnie i herbatę dla niej i dzieciaka.
-No to smacznego – powiedziała moja
narzeczona i usiadła obok mnie. – Chyba potraficie się obsłużyć, co chłopcy?
-A jak nie, to ja wszystko zjem – oznajmił
Jake, porywając półmisek z ziemniakami. Szczerze to nie wiem, jak ten chłopak
to zrobił, ale przez cały posiłek, zjadł więcej niż ja, Anne i Luke razem
wzięci.
-Czy twój żołądek ma jakieś ograniczenia? –
spytałem.
-Tak, ograniczenia i niesamowity
metabolizm. Poza tym to jest pyszne.
-Uprzedzę twoje kolejne pytania, kochanie,
Jake jedzenie traktuje jako hobby – wyjaśniła Anne.
-Jedzenie i fotografię – sprostował dzieciak.
Zaraz potem zerknął na zegar i zrobił przejętą minę. – Muszę już lecieć. Pewien
słodki nauczyciel zaplanował klasówkę z matmy na jutro. – Wstał z krzesła, dał
buziaka Anne i tyle go widziałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz