Jake
Gabie: Myślisz,
że powinniśmy powiedzieć Anne?
Ja: Nie.
To był tylko pijacki wybryk i zrobimy jej przykrość. Zapomnijmy o tym, ok?
Gabie: ok
Odłożyłem telefon na biurko koło mojego
łóżka i sam skuliłem się pod kołdrą. Nie potrafiłem uwierzyć w to co sam
zrobiłem – jak mogłem postąpić tak strasznie? Nikomu nie zawdzięczałem tyle co
Anne – pomogła mi jak i nikt i traktowałem ją jak starszą siostrę, której nie
miałem okazji mieć.
A ja pocałowałem jej narzeczonego.
Zrobiłem coś takiego mojej najlepszej
przyjaciółce.
Nie pozostawało mi nic poza seppuku, ale
nawet to nie uratowałoby mojego honoru. Poległem jako przyjaciel i wartościowy
człowiek.
Mama zapukała ostrożnie do drzwi, a potem
jej twarz ukazała się w szparze.
-Jake, dobrze się czujesz? – spytała.
Pokręciłem głową. Nikt nie czułby się
dobrze w tej sytuacji.
-Co się stało?
Poczułem, że łzy napłynęły mi do oczu i
spuściłem głowę. Mama w tym czasie wślizgnęła się do pokoju i usiadła obok mnie
na łóżku.
-Ja… Ja zrobiłem coś strasznie głupiego –
przyznałem.
-Często robisz takie rzeczy. Co dokładnie
się wydarzyło, Jake?
-Ja… Ja… Pocałowałem Gabriela –
wykrztusiłem. Myślałem, że udławię się tymi słowami. Może i tak by było lepiej.
-Dlaczego?
-Sam nie wiem… Ja… Chryste, między nami
naprawdę iskrzyło przez ostatnie tygodnie, wiesz? Nie w taki oczywisty sposób,
ale coś było i wtedy jak się upiliśmy i jeszcze ta historia z martwą
dziewczynką…
-A co on na to?
Co on na to? Nikt nigdy nie całował mnie
tak jak Gabriel Dawson. Nie było możliwości, żebym kiedykolwiek zapomniał o
delikatności jego ust i ciekawskim języku.
-Nie oponował – mruknąłem.
-W takim razie myślę, że powinieneś z nim
porozmawiać. Na trzeźwo.
-Porozmawiać? Przecież ja im w oczy nie
spojrzę!
-Jake, zrobiłeś coś głupiego i musisz się
teraz z tym zmierzyć – oznajmiła.
-A nie mogę zapaść się pod ziemię? – spytałem.
-No cóż… Możesz spróbować. To twoja
decyzja, ale nie dasz rady uciekać przed Anne i Gabrielem do końca życia.
Westchnąłem.
Mama miała rację. Byłem dorosłym facetem –
no może nie aż tak dorosłym – i powinienem potrafić mierzyć się z problemami,
ale wtedy zasługiwałem na miano tchórza, bo nie potrafiłem zrobić tego, co
zrobić powinienem.
Po południu spotkałem się z Katie, która
była gotowa mnie stłuc.
-Dlaczego nie było cię dziś w szkole? –
warknęła. – To ja specjalnie chodzę do tego pierdolnika, żeby cię pilnować, a
ty się nie jawiasz?
-Przepraszam – powiedziałem. – Ja… Cholera
jasna, Katie, chyba wyprowadzam się na Alaskę.
-Do reszty ci odjebało? – spytała.
-Nie. Albo to, albo honorowe samobójstwo.
Dziewczyna przejechała dłonią po twarzy i
westchnęła. Musiała mieć do mnie sporo cierpliwości – zresztą zdaje mi się, że
każdy musiał takową mieć.
-Co jest?
-A obiecasz, że mnie nie zamordujesz?
-I tak masz w planach samobójstwo. Gadaj
co narobiłeś i mam nadzieję, że to nie pożyczka u mafii, bo wtedy nawet Alaska
ci nie pomoże.
-Już wolałbym mafię – przyznałem. –
Całowałem się z facetem Anne.
-A nie wspominałeś, że nie lubisz facetów
z brzuszkiem?
-Ale jego lubię!
Katie pokiwała głową.
-I co teraz? – spytała.
Oparłem głowę na kolanach i wzruszyłem ramionami.
Najlepiej dla wszystkich byłoby o tym zapomnieć – Gabriel weźmie ślub z Anne,
wszyscy będą szczęśliwi, a to pozostanie pijackim incydentem, ale nie
potrafiłem tego tak zostawić. Nie potrafiłem udawać, że to tylko mój kolejny
wybryk – nie tylko przez Anne, ale przez to jak Gabriel na mnie działał. Nie
było mowy o tym, żebym patrząc na niego, nie pragnął kolejnych pocałunków i
zbliżeń.
-Nie wiem – odpowiedziałem. – Naprawdę nie
wiem.
-Nie możesz ukrywać się w nieskończoność.
-Wiem – odparłem. Katie miała rację, ale
ja chciałem poukrywać się jeszcze przez moment.