Tak, wiem, ja zła... Zakładam bloga i nic nie wstawiam ;_; Ale tak jakoś wyszło, że... wenę miałam nie do tego co trzeba, a potem pogubiłam notatki... Przepraszam i postaram się poprawić. (Nie wiek jak druga autorka).
A teraz zapraszam na rozdział pierwszy go Gwiazdy
*Koniec notki*
1. Adam
-Jak
zorientowałeś się, że jesteś gejem?
Louis,
obecnie mój jedyny i najlepszy przyjaciel, zawsze zadawał takie pytania. Może
niekoniecznie dotyczące mojej orientacji, ale lubił zaczynać rozmowę od
dziwnych pytań. Dziś rano, na przykład, zagadnął mnie o to, czy zdaję sobie
sprawę z tego, że kiedyś byłem plemnikiem i komórką jajową. Mimo takich dziwactw,
to naprawdę miły z niego gość. Jest ode mnie rok starszy i studiował
matematykę. Zawsze nosił tę samą parę spranych dżinsów, nigdy nie dopinał
koszuli i podobał się dziewczynom, bo grał na gitarze i miał długie blond
włosy.
-Hm…
Jak? – powtórzyłem na głos. – Chyba w gimnazjum. Wtedy zacząłem podkochiwać się
w moim koledze z ławki, a czemu pytasz?
-Ciekawość.
A właśnie, w babskim akademiku jest dziś impreza. Idziesz?
-Hm…
Mogę iść. Ktoś ciekawy się zjawi?
-Tylko
ja będę godny uwagi.
Zaśmiałem
się cicho i skinąłem głową.
-Spoko.
Mogę iść.
-Super,
to szykuj się.
-Ale
teraz?
-Tak.
-Jest
siedemnasta. Od kiedy imprezy zaczynają się o takiej porze?
-Bo
nie zaczynają, ale skoczymy jeszcze do marketu, po wódkę.
-Brzmi
dobrze. – Podniosłem się z mojego łóżka i obciągnąłem sweter. – Idziemy?
-Pytałbym,
czy się nie przebierasz, ale przecież cię znam i wiem, że nie. – Louis sięgnął
po portfel z biurka i kluczyki, które schował do kieszeni spodni i wyszczerzył
się w uśmiechu. – Możemy iść. Chcesz prowadzić?
-Pewnie.
W
sumie to bała taka nasza cicha umowa, że on mógł popić sobie wcześniej, za to
ja mogłem pojeździć ulicami Londynu jego impalą. Wbrew pozorom uwielbiałem
szybką jazdę, a już szczególnie nocą. Mógłbym nie robić nic innego, tylko
zwiedzać nocą zakamarki Anglii z prędkością zabronioną prawnie.
-Zabijesz
nas, któregoś dnia – stwierdził Louis, gdy przekroczyłem prędkość. – Czerwone,
debilu!
Wcisnąłem
hamulec z taką siłą, że prawie przebiłem podłogę w aucie i wybuchnąłem
śmiechem. Louis twierdził, że mam dwa rodzaje psychiki. Jedna to miły i
nieśmiały student literatury, który na co dzień zachowuje się niezwykle
przykładnie. Druga objawia się, gdy wsiadam do auta i po prostu mam potrzebę prędkości,
w związku z czym jestem gotów zabić mnie i pasażerów. To był główny powód,
dlaczego nikt nie chciał ze mną jeździć – poza Louisem, który chyba dałby sobie
obciąć lewe jądro za dodatkową godzinę picia wódki, no a kto mógł go szybciej
dowieźć do monopolowego niż ja?
Światło zmieniło się na zielone, więc szybko
wcisnąłem gaz do dechy i z piskiem opon pojechałem do marketu. Na ostatniej
prostej drogę zajechał mi jakiś sportowy wóz. Dopiero po chwili rozpoznałem, że
to Noble M600 – jeden z najszybszych samochodów na świecie. Po drugiej połowie
2010 roku jego cena wynosiła 200 000 funtów – za to cacko, to ja był dał
sobie uciąć… w sumie to wszystko. Pewnie nie przeżyłbym jazdy próbnej, ale do
diabła, co by to była za jazda.
-Jeździsz
jak ten świr z Taxi – stwierdził Louis, wychodząc z auta. – Ale i tak to lubię.
Ogarnij gdzieś miejsce na parkingu, a ja skoczę po wódkę.
-Kup
też mleko – poleciłem.
-Po
chuj ci mleko?
-Do
ozdoby. Ładnie w lodówce wygląda.
-Ha-ha-ha,
no taki żartowniś. Pękam ze śmiechu.
-Leć
już. Blokuję parking.
-A,
jasne. Będę za kwadrans, max.
-Jasne.
Zatrzasnąłem
za nim drzwi i powoli podjechałem na miejsce parkingowe obok auta moich marzeń.
Akurat wysiadł z niego wysoki i postawny facet. Mnie przewyższał o trzy głowa –
chociaż byłem knypkiem, to to i tak dużo.
Ja
opuściłem samochód Louisa niedługo potem, żeby móc podziwiać obiekt marzeń
sennych. Po dość krótkiej chwili usłyszałem głos od strony Noble’a.
-Podoba
ci się?
Szybko
odszukałem źródło głosu i dojrzałem chłopaka od strony pasażera. Palił
papierosa, którego trzymał między pełnymi wargami. To były najseksowniejsze
usta jakie widziałem. Dolna warga była odrobinę większa od górnej. Włosy w
kolorze ciemnego blondu miał odrobinę nastroszone. Przyglądał mi się zamglonym
spojrzeniem zielonych oczu.
-Uhm…
Tak. Zawsze chciałem się takim przejechać – wymamrotałem. Poczułem, że moje
policzki zarumieniły się, gdy chłopak oblizał usta.
-Lubisz
szybką jazdę? – spytał.
-Tak…
Znaczy… Tak.
Zaśmiał
się i przekrzywił lekko głowę.
-To
naprawdę świetna zabawa – zapewnił.
-Tak…
Domyślam się.
-Wsiadaj.
-C-Co?
-Wsiadaj.
Przewieziesz mnie tym cudeńkiem.
-A-ale
naprawdę mogę?
-Chyba
to właśnie powiedziałem, prawda? Nie krępuj się.
-A
twój kolega?
-To
tylko szofer. No dalej, nie daj się prosić, słodziaku.
Rozejrzałem
się niepewnie, a potem wsiadłem do auta. Zapiąłem pas i uruchomiłem silnik.
Powoli wycofałem się z parkingu, wsłuchując się w dźwięk silnika. Ostrożnie
wjechałem na główną drogę, a gdy zorientowałem się, że jest w miarę pusto,
docisnąłem gaz. W jakieś dziesięć sekund osiągnęliśmy prędkość niemal dwustu kilometrów
na godzinę. Jeszcze nigdy w życiu nie jechałem tak szybko, auta, które
mijaliśmy stawały się tylko kolorowymi plamami w kącikach moich oczu.
-Nieźle,
co? – zagadnął chłopak.
-Wspaniale
– przyznałem.
-Nie
wiem, czy cię to interesuje, ale jestem Gideon Wyne. A ty?
-Adam
Kowalczyk.
-Ciekawe
nazwisko. Zagraniczne?
-Polskie
– potwierdziłem.
-Nie
słychać u ciebie polskiego akcentu.
-Dzięki.
Zatrzymałem
samochód, bo jakimś cudem dotarliśmy za miasto. Zaśmiałem się nerwowo i
zerknąłem na Gideona.
-Przepraszam.
Nie chciałem nas wywieźć tak daleko.
-Och,
nie szkodzi. Nawet ciekawe widoczki, nie sądzisz. Miasta są o wiele ciekawsze
nocą, nie uważasz?
-Racja.
– Wyjrzałem przez okno i uśmiechnąłem się. – Widać gwiazdy.
-Gwiazdy
są świetne. – Wskazał palcem na jeden ze zbiorów. – Widzisz tę konstelację? Na
prawo od wielkiej niedźwiedzicy?
-Nie
bardzo… Kiepski ze mnie obserwator.
-Na
pewno nie tak zły jak uważasz. – Ujął moje policzki w dłonie i przekierował
moją twarz w odpowiednim kierunku, a potem narysował w powietrzu odpowiedni
kształt. – To konstelacja bliźniąt. Moja ulubiona.
-Mój
znak zodiaku to bliźnięta – przyznałem.
-Niesamowity
przypadek.
Miałem
odpowiedzieć, że owszem, ale usta Gideona wylądowały na moich wargach.
Zachłysnąłem się lekko powietrzem, bo nie do końca orientowałem się, co się
dzieje. Rozumiałem, że całował mnie jakiś facet i całował naprawdę dobrze, ale
w głowie szumiało mi tak bardzo, że potrzebowałem dłuższej chwili, żeby to
sobie uświadomić.
-Przepraszam
– szepnął, oblizując usta. – To ten nastrój.
-Nie
szkodzi – wymamrotałem. – Nie przeszkadza mi to.
-Naprawdę?
-Mhm…
-Chcesz
to zrobić jeszcze raz?
-Ja…
Uhm… Tak.
Gideon
zaśmiał się i przyciągnął mnie do siebie, łącząc nasze usta w pocałunku.
Rozchyliłem wargi, wpuszczając do środka jego język. Przesunął nim po moim
podniebieniu, co wywołało ciche jęknięcie u nas obojga. Jedną dłoń zanurzył w
moich włosach, a drugą błądził pod moim błękitnym swetrem.
To
była bardzo przyjemna chwila, ale niestety przerwana przez dzwonek telefonu.
Zerknąłem na wyświetlacz.
Louis.
-Chłopak?
– spytał zaciekawiony Gideon.
-Przyjaciel.
Byliśmy na zakupach.
-Rozumiem.
Oddzwoń do niego.
Skinąłem
głową i już miałem wcisnąć POŁĄCZ,
gdy
na wyświetlaczu znów ukazał się numer Louisa. Odebrałem.
-Gdzie
ty, kurwa, jesteś?
-Na
przejażdżce.
-Na
przejażdżce?! Kurwa, wziąłeś kluczyki, mam w chuj zakupów i dupa mi marznie, a
ten dryblas, który prowadził tę diabelną maszynę, do której się ślinisz, gapi
mi się w rów!
-Och!
-Ruszaj
się, do diabła!
-Jasne,
jasne…
-Czyżbyśmy
musieli wracać? – spytał Gideon. Na jego ustach wciąż błąkał się uśmieszek.
-Niestety.
Wyciągnął
papierosa z kieszeni i włożył między usta. Podpalił go i puścił mi oczko.
-Zaproponowałbym
i tobie, ale wyglądasz na niepalącego – powiedział.
-Tak
się złożyło – przyznałem. Wycofałem autem, żeby zawrócić i znów pognać główną
drogą do marketu. Nie odzywaliśmy się z Gideonem, chociaż kątem oka widziałem,
że mi się przyglądał. Popalał papierosa i uśmiechał się wpatrzony we mnie.
Wyglądał na zadowolonego z siebie.
Zwolniłem
przy wjeździe na parking. Zatrzymałem auto obok impali Louisa i odwróciłem się
do Gideona gotowy, żeby podziękować mu za możliwość przejażdżki, ale on nie dał
mi wypowiedzieć ani słowa. Pochylił się do mnie i pocałował. Oparłem się
plecami o drzwiczki i spokojnie oddawałem pocałunek. Gideon wplótł palce w moje
włosy i przyciągnął moją twarz bliżej swojej i to naprawdę by mi się podobało
(bo chłopak całował wyśmienicie), gdyby nie to, że ktoś otworzył drzwi, a ja
wyleciałem na ziemię. Uderzyłem głową tak mocno, że aż mnie zamroczyło.
Niedługo potem ujrzałem nad sobą dryblasa, który wcześniej podróżował z
Gideonem.
-Musimy
to powtórzyć, słodziaku – powiedział blondyn i wypuścił dym z ust. Potem
spojrzał znudzonym wzrokiem na dryblasa. – Szybciej, Michael. Ile mam na ciebie
czekać, do diabła?
Ten
nie odpowiedział. Zacisnął usta, szturchnął mnie butem przy wsiadaniu do auta,
po czym zatrzasnął za sobą drzwi. Niespełna dwie sekundy potem samochód zniknął
mi z oczu i zostałem na parkingu z zszokowanym Louisem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz